
Przeglądarki, czyli klient i kelner w restauracji
W restauracji „Pod Adresem WWW” zatrudniono sześciu kelnerów. Wszyscy mieli podawać strony internetowe. Żaden nie zamierzał gotować, za to każdy twierdził, że jest najlepszy. Pięć minut po otwarciu zaczęli się kłócić o liczbę zajętych stolików, pamięć komputera i to, kto powinien być kelnerem domyślnym. Właściciel już żałował, że nie otworzył zwyczajnego baru mlecznego. 🤣
Kelner nie jest kucharzem
Grzesiu wszedł do restauracji, usiadł przy stoliku i otworzył laptop.
— Poproszę stronę z rozkładem jazdy.
— Doskonale! — odpowiedział Chrome. — Adres?
— Kolejowa siedem.
— Adres strony, panie Grzesiu.
— Aaa. https://example.com/rozklad.
Chrome zapisał zamówienie i pobiegł na zaplecze. Tam w kuchni serwer przygotowywał dokumenty, zdjęcia i pozostałe składniki strony.
Przeglądarka to program do otwierania stron i aplikacji WWW. Nie jest Internetem, nie jest też serwerem. Przyjmuje adres, nawiązuje połączenie, pobiera dane, interpretuje je i wyświetla wynik. Serwer może stać na drugim kontynencie albo w pokoju obok. Niektóre zapisane lokalnie materiały przeglądarka potrafi pokazać także bez dostępu do sieci.
— Czyli pan tego nie gotuje? — spytał Grzesiu.
— Nie. Ja zamawiam, składam i pilnuję, żeby pan nie zjadł serwetki z JavaScriptem.
— To ostatnie brzmi podejrzanie.
Najpierw adres, potem zamówienie
Kelner stanął przy okienku.
— Zamówienie na example.com!
— A gdzie ta kuchnia? — spytał pomocnik.
— Zaraz sprawdzę w książce adresowej.
Chrome zwrócił się do urzędu DNS, ustalił adres serwera, nawiązał połączenie i wysłał żądanie. Serwer odesłał odpowiedź.
W uproszczeniu przeglądarka ustala, dokąd się połączyć, zestawia połączenie, wysyła żądanie HTTP i odbiera dane. Gdy korzystamy z HTTPS, transmisję chroni TLS. Cała operacja może obejmować przekierowania i pobieranie wielu dodatkowych plików. Nic dziwnego, że kelner ma wygodne buty.
— A jeśli źle wpiszę adres?
— Nie znajdziemy restauracji.
— A jeśli kuchnia nie ma zamówionego dania?
— Bywa 404.
— A jeśli kucharz przewróci cały piec?
— Może się skończyć na 500.
— To jednak nie zamawiam zupy.
Kody HTTP informują o wyniku obsługi żądania. Nie są numerami telefonów do zdenerwowanego kucharza.
HTML podaje treść, CSS ją ubiera
Z kuchni przyszedł talerz z napisami „Nagłówek”, „Akapit” i „Przycisk”.
— Przepraszam, gdzie moja ładna strona?!
— To HTML, dopiero zaczynamy — odpowiedział Chrome.
Pojawił się pomocnik CSS z kolorami, czcionkami i instrukcją układania elementów. Za nim wbiegł JavaScript i natychmiast zaczął przestawiać przyciski.
— Czy ten trzeci mógłby niczego nie ruszać?
— Można go ograniczyć, ale wtedy niektóre funkcje przestaną działać.
HTML opisuje strukturę dokumentu. CSS odpowiada za wygląd. JavaScript umożliwia interakcje i wykonywanie kodu. Obrazy, filmy, czcionki i inne zasoby mogą przychodzić z różnych serwerów. Silnik przeglądarki składa to w widoczną stronę. Ten proces nazywamy renderowaniem.
— Jedna strona może potrzebować stu plików?
— A nawet więcej.
— To poproszę herbatę.
— Z arkuszem stylów?
— NIE ZACZYNAJMY.
Chrome i trzydzieści siedem stolików
Właściciel zarządził prezentację kelnerów. Wszyscy mieli podać tę samą stronę.
Pierwszy nadjechał Chrome z ogromnym wózkiem pełnym narzędzi i trzydziestoma siedmioma otwartymi kartami.
— Potrzebuje pan wszystkich? — spytał Grzesiu.
— Oczywiście. A przynajmniej potrzebowałem ich w zeszły wtorek.
Chrome jest popularną przeglądarką Google. Ma rozbudowane narzędzia, szeroką obsługę współczesnych stron i duży ekosystem rozszerzeń. Jak każda przeglądarka potrafi jednak zużywać pamięć i czas procesora, zwłaszcza gdy użytkownik zrobi z jednego okna centrum dowodzenia połową galaktyki.
— A gdzie jest przycisk „Zamknij wszystkie karty, których nie pamiętam”?
— W pańskiej silnej woli, panie Grzesiu.
— To mamy problem.
Firefox, Opera, Safari, Edge i pewien emeryt
Firefox przyjechał rowerem z lisem na proporczyku.
— U mnie liczy się niezależność i możliwość dopasowania ustawień.
— Nawet tego przycisku, który zniknął mi wczoraj?
— Poszukamy go razem.
Opera wtoczyła wózek pełen dodatkowych schowków.
— U mnie wiele przydatnych narzędzi jest od razu pod ręką.
— Ma pan widelec?
— Mam osobną przestrzeń roboczą na sztućce.
Safari weszło w perfekcyjnie wyprasowanym fartuchu.
— Najlepiej czuję się w otoczeniu urządzeń Apple. Lubię, kiedy wszystko ze sobą współpracuje.
— A sprzęt innej firmy?
— Wtedy proszę sprawdzić możliwości danego urządzenia.
Edge przyszedł w służbowej marynarce.
— Integracja z systemem, narzędzia do pracy, gotowość do obsługi dokumentów.
— Czy pan nie był kiedyś kimś innym?
— Zmieniłem warsztat, nie nazwisko.
Na końcu pojawił się Internet Explorer z segregatorem i pieczątką.
— Czy ktoś jeszcze potrzebuje aplikacji napisanej tylko dla mnie?
Ciszę przerwała księgowa z magazynu.
— JA! NASZ SYSTEM Z DWUTYSIĘCZNEGO NADAL CZEKA!
Internet Explorer to dziś postać historyczna, a nie sensowna przeglądarka do codziennego korzystania z nowych stron. Jego dziedzictwo w niektórych firmach przetrwało dłużej niż meble w sali konferencyjnej.
Pod maską mniej silników niż kelnerów
Grzesiu zajrzał pod wózki.
— Chwileczkę. Chrome, Opera i Edge mają coś wspólnego!
— Korzystamy z podstaw projektu Chromium i silnika Blink — wyjaśnił Edge.
— A ja mam Gecko — dodał Firefox.
— A ja WebKit — powiedziało Safari.
Internet Explorer odchrząknął.
— Ja miałem Trident. Nie trzeba wstawać.
Silnik renderujący interpretuje elementy strony i pomaga zamienić je na obraz. Chrome, współczesna Opera i Edge mają wspólny fundament Chromium/Blink, ale różnią się interfejsem, dodatkami i polityką działania. Firefox opiera się na Gecko, Safari na WebKit, a dawny Internet Explorer korzystał z Trident. Wcześniejsze wersje Opery miały także własny silnik Presto.
— To po co tyle marek, skoro część ma ten sam silnik?
— Dwa samochody też mogą mieć wspólną konstrukcję i zupełnie inne wyposażenie.
— I każdy będzie pytał, czy chcę go ustawić jako domyślny?
— Szczególnie to.
Karty, zakładki i laptop, który zaczął sapać
Grzesiu otworzył wiadomości, pogodę, trzy filmy z kotami i trzynaście poradników o zamykaniu kart.
— Czemu komputer brzmi jak odkurzacz?
— Bo otworzył pan pół restauracji naraz — odparł Chrome.
Karty pozwalają trzymać wiele stron w jednym oknie. Zakładki zapisują adresy na później. To nie to samo. Aktywne strony wykorzystują pamięć, procesor i łącze, choć przeglądarki potrafią usypiać nieaktywne karty i ograniczać ich obciążenie. Historia przeglądania to jeszcze inna rzecz: zapis odwiedzanych miejsc.
— Jak zamknę kartę, to strona zniknie z Internetu?
— Nie. Tylko z pańskiego stolika.
— A jak usunę historię?
— Nie cofnie pan w ten sposób wszystkich śladów w świecie.
— Szkoda. Chciałem zapomnieć o poradniku „Jak odzwyczaić lodówkę od internetu”.
Okno prywatne nie jest peleryną niewidką
Firefox zaprowadził Grzesia do stolika z napisem „Tryb prywatny”.
— Po zakończeniu wizyty nie zachowam zwykłej lokalnej historii tej sesji.
— Czyli jestem niewidzialny?
— Tego nie powiedziałem.
— Ale stolik jest prywatny!
— Z ulicy nadal widać, do której restauracji pan wszedł.
Tryb prywatny lub incognito ogranicza zapisywanie pewnych danych na urządzeniu po zamknięciu prywatnego okna. Nie zapewnia anonimowości wobec odwiedzanych stron, operatora sieci czy administratora firmowego łącza. Pobrane pliki też nie wyparują z dysku.
— A jeśli zasłonię okno?
— To będzie roleta, nie zabezpieczenie połączenia.
— Dziękuję, tracę apetyt.
Kłódka, uprawnienia i naleśniki z mikrofonem
Na stoliku wyskoczyło pytanie o dostęp do kamery, mikrofonu, lokalizacji i powiadomień.
— A czego pan szuka? — spytał Firefox.
— Przepisu na naleśniki.
— TO PO CO NALEŚNIKOM MÓJ MIKROFON?!
Przeglądarki pytają o uprawnienia do wybranych funkcji urządzenia, ostrzegają przed częścią niebezpiecznych witryn i izolują zawartość stron. Warto też aktualizować przeglądarkę: żadna ochrona nie jest wieczna. Informacja o HTTPS mówi o zabezpieczeniu połączenia i sprawdzeniu certyfikatu, a nie o uczciwości właściciela strony.
— Czyli oszust może mieć kłódkę?
— Może mieć poprawny certyfikat dla swojej domeny.
— Czyli bezpiecznie dotrę do oszusta?
— Właśnie dlatego warto czytać, komu się ufa.
— No to z tymi naleśnikami poczekam.
Przeglądarka w telefonie i inni goście
Grzesiu otworzył tę samą stronę w telefonie.
— Czemu teraz jest inaczej?
— Bo ekran jest węższy, a strona może dopasowywać do niego układ — wyjaśniło Safari.
Przeglądarki mobilne obsługują dotyk i małe ekrany, a strony często korzystają z tak zwanego projektu responsywnego. Nawet nazwa aplikacji nie gwarantuje tego samego silnika na każdej platformie: na urządzeniach Apple przeglądarki mogą działać na innym silniku niż ich komputerowe odpowiedniki.
Tymczasem do restauracji weszli Brave, Vivaldi i Tor Browser.
Brave zapytał, czy można ograniczyć reklamy i śledzenie. Vivaldi natychmiast zaczął przestawiać wyposażenie stolika. Tor Browser nie chciał ujawniać, którędy przyszedł.
— Ale pan tu w ogóle dotarł? — spytał Chrome.
— Jestem tutaj. To wystarczy.
Brave i Vivaldi pokazują, że z podobnego fundamentu Chromium można zbudować różne doświadczenia. Tor Browser skupia się na prywatności dzięki sieci Tor — to coś innego niż samo okno incognito. A z portretu na ścianie spoglądał Netscape Navigator, który pamiętał czasy, kiedy samo otwarcie kolorowej strony było atrakcją.
— Który z was jest najlepszy? — spytał Grzesiu.
Wszyscy zaczęli mówić naraz.
— Dobra, zapomnijcie. Nie pytałem.
Rachunek za stronę
Właściciel przyniósł rachunek: HTML, CSS, JavaScript, obrazy, czcionki, przekierowania i aktualizacje.
— A sama przeglądarka?
— To kelner, który potrafi złożyć wszystko w całość, pamiętać ulubione adresy i ostrzec przed niektórymi pułapkami.
Wybierając przeglądarkę, warto zwrócić uwagę na aktualizacje, wygodę, prywatność, dostępność rozszerzeń i zgodność ze swoimi urządzeniami. Nie ma jednej najlepszej dla wszystkich. Jest taka, która najlepiej pasuje do konkretnych potrzeb.
— To którą pan bierze? — zapytał właściciel.
— Tę, która działa i nie przeszkadza.
— A rachunek?
— Wyślę pocztą elektroniczną.
Z zaplecza rozległ się krzyk listonosza:
— TYLKO NIE ZAŁĄCZAĆ CAŁEJ RESTAURACJI! 🤣
Dyrekcja restauracji „Pod Adresem WWW” informuje: wszystkie przeglądarki pomyślnie obsłużyły zamówienia. Chrome zostawił otwarte trzydzieści siedem stolików, Firefox zażądał prawa do przemeblowania sali, Opera zorganizowała osobną przestrzeń na sztućce, Safari wypolerowało zastawę, a Edge przygotował raport dla zarządu. Internet Explorer zapytał, czy można go wydrukować w formacie zgodnym z rokiem 2001. Grzesiu wyszedł z restauracji. Przez pomyłkę zamknął tylko jedną z trzydziestu siedmiu kart. 🌐🍽️🤣❤️
